Teheran - muzea i Golestan
Niestety to już ostatni dzień w Iranie. Piszę "niestety", bo to wielki i przepiękny kraj i pomimo już występującego zmęczenia (przede wszystkim związanego z długimi przejazdami autobusem oraz nocnym pisaniem bloga) jest tu jeszcze wiele do zobaczenia. Dziś niejako na podsumowanie zdobytej już wiedzy o Iranie i jego historii odwiedziliśmy Muzeum Narodowe Iranu, w którym na podstawie wystawionych tam eksponatów z prac wykopaliskowych mogliśmy prześledzić tę historię od starożytności po czasy bardziej nowożytne.
Następnie nadrobiliśmy zaległość z pierwszego dnia pobytu w Iranie, kiedy to zamknięto nam przed nosem Pałac Golestan.
Tym razem nam się udało. Pałac Golestan, w tłumaczeniu: Ogród Różany mieści się w centrum miasta. Był wybudowany za czasów dynastii Kadżarów (XVIII w.) i stanowił ich siedzibę, a następnie siedzibę Pahlavich. Obecny wygląd zawdzięcza rozbudowie przez Naser ad-Din Szacha, którego wizerunek można spotkać na każdym kroku. Tu, w 1925 roku odbyła się koronacji Rezy Szacha, choć on sam przyczynił się do zniszczenia wielu budynków kompleksu pałacowego (wg niego ogromny pałac burzył wizję nowoczesnego miasta) i w części budynków umieszczono różne urzędy. Urodę Pałacu psują też pobudowane okoliczne bloki. W 1941 roku koronował się tu ostatni szach Iranu Mohammad Reza Pahlavi. Obecnie kompleks pałacowy składa się z 17 budynków. My zwiedziliśmy niektóre z nich. Pierwszym z nich był Marmurowy Tron, otwarty na dziedziniec taras (przysłonięty przed słońcem brezentowymi płachtami) ozdobiony lustrzanymi mozaikami, w którego centralnej części ustawiony jest zjawiskowy marmurowy tron.
Następnie odwiedziliśmy Galerię z kolekcją malarstwa kadżarskiego i muzeum, w którym można podziwiać dary ofiarowywane ówczesnym władcom.
Największe wrażenie robi jednak Sala Lustrzana wraz z sąsiadującymi pomieszczeniami, usytuowana w budynku głównym.
Zwiedziliśmy jeszcze ekspozycję ubiorów różnych ludów zamieszkujących tereny Iranu.
Przespacerowaliśmy się przez ogrody pałacowe podziwiając po drodze zewnętrzne mozaiki ścienne zabudowań pałacowych.
Po południu udaliśmy się na obiad do urokliwej restauracji położonej w centrum miasta, gdzie zaserwowano nam osobliwą miejscową potrawę o nazwie Dizi, w postaci gorącego kociołka. Ciekawym był sposób konsumpcji potrawy, co nam najpierw zademonstrowano. Wstępnie wylewa się płynną zawartość kociołka do cynowej miski, dodaje się kruszonego chleba, ubija się to specjalnym tłuczkiem i zjada. Następnie wydobywa się z kociołka kosteczki z baranim mięsem, które skrupulatnie obgryza się. Finalnie wyrzuca się z kociołka do miski gęstszą jego zawartość, ponownie tłucze się tłuczkiem i spożywa zagryzając kawałkiem... cebuli i popijając jogurtem czosnkowym. Pycha!
Potrawa ta była finałem uczty, a poprzedzała go sałatka wielowarzywna polana jogurtem i zupa z pomidorów na pęczaku.
Przy wyjściu z restauracji odkadzanie, by... nie było niestrawności. I nie było.
Po takiej uczcie już tylko klejnoty mogły zawrócić nam w głowie. I zwróciły, bowiem udaliśmy się do Muzeum Klejnotów w Banku Centralnym Iranu. Wejście bardzo restrykcyjne, przez bramki z kontrolą każdej osoby. Niestety nie można było fotografować. W muzeum zgromadzono klejnoty kolejnych władców Iranu, w tym klejnoty koronacyjne, ozdoby, przedmioty codziennego użytku wykonane ze złota, wysadzane drogocennymi kamieniami. Są tam diamenty, szafiry, turkusy, rubiny, topazy, perły. Największą atrakcją jest Darja-je Nur (Morze Światła), drugi pod względem wielkości na świecie 182-karatowy diament o różowym odcieniu, oraz globus wysadzany ponad 50 tysiącami drogocennych kamieni. W muzeum można też podziwiać Tacht-e Chorszid (Słoneczny Tron) również wysadzany drogocennymi kamieniami. Muzeum robi wielkie wrażenie.
I tak oto wyczerpał się nasz program zwiedzania Teheranu i Iranu. Czas na pakowanie i przygotowanie do podróży powrotnej do kraju.
Wejście do Muzeum
Rzeźby z Persepolis
Pismo klinowe
"Człowiek z soli" "sprzed 1700 lat, znaleziony w kopalni soli, zakonserwowany przez sól
Następnie nadrobiliśmy zaległość z pierwszego dnia pobytu w Iranie, kiedy to zamknięto nam przed nosem Pałac Golestan.
Tym razem nam się udało. Pałac Golestan, w tłumaczeniu: Ogród Różany mieści się w centrum miasta. Był wybudowany za czasów dynastii Kadżarów (XVIII w.) i stanowił ich siedzibę, a następnie siedzibę Pahlavich. Obecny wygląd zawdzięcza rozbudowie przez Naser ad-Din Szacha, którego wizerunek można spotkać na każdym kroku. Tu, w 1925 roku odbyła się koronacji Rezy Szacha, choć on sam przyczynił się do zniszczenia wielu budynków kompleksu pałacowego (wg niego ogromny pałac burzył wizję nowoczesnego miasta) i w części budynków umieszczono różne urzędy. Urodę Pałacu psują też pobudowane okoliczne bloki. W 1941 roku koronował się tu ostatni szach Iranu Mohammad Reza Pahlavi. Obecnie kompleks pałacowy składa się z 17 budynków. My zwiedziliśmy niektóre z nich. Pierwszym z nich był Marmurowy Tron, otwarty na dziedziniec taras (przysłonięty przed słońcem brezentowymi płachtami) ozdobiony lustrzanymi mozaikami, w którego centralnej części ustawiony jest zjawiskowy marmurowy tron.
Następnie odwiedziliśmy Galerię z kolekcją malarstwa kadżarskiego i muzeum, w którym można podziwiać dary ofiarowywane ówczesnym władcom.
Największe wrażenie robi jednak Sala Lustrzana wraz z sąsiadującymi pomieszczeniami, usytuowana w budynku głównym.
Przespacerowaliśmy się przez ogrody pałacowe podziwiając po drodze zewnętrzne mozaiki ścienne zabudowań pałacowych.
Po południu udaliśmy się na obiad do urokliwej restauracji położonej w centrum miasta, gdzie zaserwowano nam osobliwą miejscową potrawę o nazwie Dizi, w postaci gorącego kociołka. Ciekawym był sposób konsumpcji potrawy, co nam najpierw zademonstrowano. Wstępnie wylewa się płynną zawartość kociołka do cynowej miski, dodaje się kruszonego chleba, ubija się to specjalnym tłuczkiem i zjada. Następnie wydobywa się z kociołka kosteczki z baranim mięsem, które skrupulatnie obgryza się. Finalnie wyrzuca się z kociołka do miski gęstszą jego zawartość, ponownie tłucze się tłuczkiem i spożywa zagryzając kawałkiem... cebuli i popijając jogurtem czosnkowym. Pycha!
Potrawa ta była finałem uczty, a poprzedzała go sałatka wielowarzywna polana jogurtem i zupa z pomidorów na pęczaku.
Przy wyjściu z restauracji odkadzanie, by... nie było niestrawności. I nie było.
Po takiej uczcie już tylko klejnoty mogły zawrócić nam w głowie. I zwróciły, bowiem udaliśmy się do Muzeum Klejnotów w Banku Centralnym Iranu. Wejście bardzo restrykcyjne, przez bramki z kontrolą każdej osoby. Niestety nie można było fotografować. W muzeum zgromadzono klejnoty kolejnych władców Iranu, w tym klejnoty koronacyjne, ozdoby, przedmioty codziennego użytku wykonane ze złota, wysadzane drogocennymi kamieniami. Są tam diamenty, szafiry, turkusy, rubiny, topazy, perły. Największą atrakcją jest Darja-je Nur (Morze Światła), drugi pod względem wielkości na świecie 182-karatowy diament o różowym odcieniu, oraz globus wysadzany ponad 50 tysiącami drogocennych kamieni. W muzeum można też podziwiać Tacht-e Chorszid (Słoneczny Tron) również wysadzany drogocennymi kamieniami. Muzeum robi wielkie wrażenie.
I tak oto wyczerpał się nasz program zwiedzania Teheranu i Iranu. Czas na pakowanie i przygotowanie do podróży powrotnej do kraju.
































































Komentarze
Prześlij komentarz