Abyaneh, Natanz i Nain
Hosz omadid, czyli po persku: witajcie!
Nim wyruszyliśmy w dalszą trasę, spenetrowaliśmy najbliższą nam okolice, a że piątek już minął i zaczęła się szabe, czyli sobota - otwarto sklepiki. A więc warto co nieco popatrzeć. A, że jak już wspomniano Kaszan słynie z dywanów, to wybór był oczywisty, tym bardziej że takowy sklepik znajdował się przy hotelu.
Obserwowaliśmy miejscowych w ich tradycyjnych strojach: kobiety z charakterystycznymi kwiecistymi chustami i mężczyzn w szerokich spodniach.
bo splądrowanymi przez Anglików i Francuzów.
Pozostałości robią jednak wrażenie.
Obok meczetu znajduje się jedna z bardziej znanych pracowni ceramicznych, do której zaglądnęliśmy.
Należy jeszcze wspomnieć, że w okolicach Natanz znajdują się zakłady wzbogacania uranu, ale to nie było obiektem naszych zainteresowań.
Późnym popołudniem dotarliśmy do Nain (znane również z produkcji dywanów, ale o kolorach pustynnych, jako że leży na skraju pustyni), w którym odwiedziliśmy jeden z najstarszych meczetów w kraju (X w.) oraz okoliczne zabytkowe domy.
Nim wyruszyliśmy w dalszą trasę, spenetrowaliśmy najbliższą nam okolice, a że piątek już minął i zaczęła się szabe, czyli sobota - otwarto sklepiki. A więc warto co nieco popatrzeć. A, że jak już wspomniano Kaszan słynie z dywanów, to wybór był oczywisty, tym bardziej że takowy sklepik znajdował się przy hotelu.
Rozkoszowaliśmy się ponadto właśnie owocującymi drzewkami granatowymi (choć kolor owoców zwanych granatami nie jest bynajmniej granatowy).
Po śniadaniu wyruszyliśmy. Naszym celem na dziś było dotarcie do miasta Jazd, oddalonego od Kaszan o ok. 360 km. Ale po drodze w planie było odwiedzenie 3 ciekawych miejsc.
Pierwszym, to wioska Abyaneh położona wysoko w górach Zagros na wysokości ok. 2400 m npm. Wioska, jako że do niedawna, że względu na swe położenie była odseparowana od reszty kraju, znana jest z odrębnej kultury, języka (tu używa się tzw. język średnio-perski, w odróżnieniu od powszechnego języka nowo-perskiego), a ponadto ciekawej architektury (domy barwy rdzawej, budowane kaskadowo).
Z Kaszan wyjechaliśmy autostrada na południe, mając po swojej prawej stronie pasmo Zagros. Następnie zjechaliśmy na drogę lokalną, by przez 30 km piąć się do wioski.
Po drodze mijaliśmy położone na skałach niewielkie miejscowości
Przy wieździe do wioski rozstawiono tablice z tutejszym męczennikami.
Przespacerowaliśmy się po wiosce oglądając domostwa, świątynię ognia, meczet i mauzoleum.
Obserwowaliśmy miejscowych w ich tradycyjnych strojach: kobiety z charakterystycznymi kwiecistymi chustami i mężczyzn w szerokich spodniach.
Mogliśmy też zobaczyć tradycyjny wypiek chleba.
Wioskę otaczają malownicze góry.
Po zwiedzeniu wioski, zjechaliśmy w dół do miejscowości Natanz, w której znajduje się ciekawy meczet i mauzoleum szejka z XIV w., niestety z pustymi wnętrzami,
Pozostałości robią jednak wrażenie.
Obok meczetu znajduje się jedna z bardziej znanych pracowni ceramicznych, do której zaglądnęliśmy.
Należy jeszcze wspomnieć, że w okolicach Natanz znajdują się zakłady wzbogacania uranu, ale to nie było obiektem naszych zainteresowań.
Późnym popołudniem dotarliśmy do Nain (znane również z produkcji dywanów, ale o kolorach pustynnych, jako że leży na skraju pustyni), w którym odwiedziliśmy jeden z najstarszych meczetów w kraju (X w.) oraz okoliczne zabytkowe domy.
Nieco zmęczeni, ale pełni wrażeń udaliśmy się do Jazdu. Jechaliśmy drogą dwupasmową, której pasma ruchu były oddzielone od siebie pasem zieleni (a raczej pustyni) o ok. 50-100 m, a momentami 500, a może i więcej metrów. A co, jest przestrzeń, to można.
Do Jazdu, ponad 500-tyięcznego miasta na skraju pustyni przybyliśmy późnym wieczorem. Jutro zwiedzanie.












































Komentarze
Prześlij komentarz