Iran - pierwsze starcie
Po szybkim przelocie Bombardierem z Krakowa do Wiednia
i około 4-godzinnym postoju tamże, na tablicy naszej Gate G04 ukazał się upragniony napis:
Zapakowaliśmy się do Airbusa A 320 Austrian Airlines i polecieliśmy w stronę Iranu. Lecąc nad Turcją mijaliśmy Jezioro Van, a w oddali majaczył się w Ararat
I oto wlecieliśmy w przestrzeń powietrzną Iranu i pod nami ukazało się słone Jezioro Urmia.
W samolocie nie nerwowo. Patrząc na pasażerów, a właściwie pasażerki nie było widać oznak jakiegokolwiek niepokoju. Wszystkie białogłowy, a właściwie w większości "czarnogłowy", bo większą część pasażerek stanowiły Iranki, z pięknymi, niezakrytymi włosami. Podchodzimy do lądowania w Teheranie. Za oknem rozbłyskują światła tego 10-milionowego miasta.
A w samolocie w jednej sekundzie zmiana scenografii. Na wszystkich głowach błyskawicznie znalazły się chusty. Cudzoziemki za przykładem Iranek czynią niemal natychmiast to samo. Koła samolotu dotykają płyty lotniska - wszystkie chusty na głowach. To trzeba było widzieć!
Odprawa paszportowo-wizowa w miarę sprawna. Wizy wystawione na osobnych kartach rozmiaru A4 ze zdjęciem nie są potrzebne. Wszystko jest w systemie.
I...
Przechodzimy do sali odbioru bagażu. Pierwsze ogarnięcie wzrokiem okolicy. Na pierwszym planie pokój modlitw, osobny dla mężczyzn, osobny dla kobiet.
Po odebraniu bagażu udajemy się autobusem do hotelu położonego w północnej dzielnicy Teheranu.
Około 50-kilometrowy odcinek zabiera nam blisko 2 godziny, że względu na spory ruch i korki. Zwróciliśmy uwagę, że większość samochodów to stare roczniki. Po drodze zaś liczne salony z wystawionymi w witrynach używanymi samochodami.
i około 4-godzinnym postoju tamże, na tablicy naszej Gate G04 ukazał się upragniony napis:
IKA - Imam Khomeini Airport
Zapakowaliśmy się do Airbusa A 320 Austrian Airlines i polecieliśmy w stronę Iranu. Lecąc nad Turcją mijaliśmy Jezioro Van, a w oddali majaczył się w Ararat
W samolocie nie nerwowo. Patrząc na pasażerów, a właściwie pasażerki nie było widać oznak jakiegokolwiek niepokoju. Wszystkie białogłowy, a właściwie w większości "czarnogłowy", bo większą część pasażerek stanowiły Iranki, z pięknymi, niezakrytymi włosami. Podchodzimy do lądowania w Teheranie. Za oknem rozbłyskują światła tego 10-milionowego miasta.
A w samolocie w jednej sekundzie zmiana scenografii. Na wszystkich głowach błyskawicznie znalazły się chusty. Cudzoziemki za przykładem Iranek czynią niemal natychmiast to samo. Koła samolotu dotykają płyty lotniska - wszystkie chusty na głowach. To trzeba było widzieć!
Odprawa paszportowo-wizowa w miarę sprawna. Wizy wystawione na osobnych kartach rozmiaru A4 ze zdjęciem nie są potrzebne. Wszystko jest w systemie.
I...
Przechodzimy do sali odbioru bagażu. Pierwsze ogarnięcie wzrokiem okolicy. Na pierwszym planie pokój modlitw, osobny dla mężczyzn, osobny dla kobiet.
Po odebraniu bagażu udajemy się autobusem do hotelu położonego w północnej dzielnicy Teheranu.
Około 50-kilometrowy odcinek zabiera nam blisko 2 godziny, że względu na spory ruch i korki. Zwróciliśmy uwagę, że większość samochodów to stare roczniki. Po drodze zaś liczne salony z wystawionymi w witrynach używanymi samochodami.
Oczywiście po obu stronach wiele sklepików, w tym owocowo-warzywnych z bogatymi w te produkty witrynami, a także punktów usługowych.
Po drodze mijaliśmy też iluminowane mauzoleum Imama Chomeiniego (odwiedzimy to miejsce później).
Przemierzyliśmy w poprzek cała stolicę z południa na północ wspinając się początkowo jednostajnie, potem coraz bardziej pod górę na zbocza gór Elburs.
Im wyżej, tym dzielnice bardziej okazałe i nowoczesne. Tak naprawdę historia Teheranu jako stolicy zaczyna się od XIX w. Rozbudowa Teheranu przesuwa się w góry Elburs.
Wreszcie dotarliśmy do naszego hotelu, z którego roztaczał się przepiękny widok na Teheran.
Po trudach podróży czas na odpoczynek. Jutro eksploracja miasta i zapewne nowe wrażenia.
PS. Jak widać: internet jest i możliwość pisania bloga też, choć początkowo nie wyglądało to dobrze. Ale udało się! Oby tak dalej.















Bardzo ekscytująca podróż :) Powodzenia
OdpowiedzUsuńAnia