Teheran, czyli "czyste powietrze"
Sobh beheir, tzn. dzień dobry! Mamy dziś 13.07.1398 roku. Tak, tak - nie pomyliłem się. Jest to dzisiejsza data wg słonecznego czasu irańskiego, liczony od ucieczki Mahometa z Mekki w 622 roku. A dlaczego siódmy miesiąc? Bo Nowy Rok był tu 21 marca. No dobrze. To skoro wyjaśnilismy sobie kwestie daty, rozszyfrujmy tajemniczy tytuł posta. Tak więc kolejne pytanie: co ma wspólnego Teheran z Buenos Aires? A to, że nazwa obu stolic we właściwych językach oznacza po prostu: czyste (piękne) powietrze. Z tym powietrzem to różnie bywa. Tu w Teheranie zwykle czyste nie bywa. Unoszący się smog wynika zarówno z dużej ilości samochodów, a także z ukształtowania terenu (okoliczne góry utrudniają przewiew). Nam dziś rano jednak sprzyjało czyste powietrze, bowiem z okien naszego hotelu roztaczaly się niesamowite widoki.
Widok w stronę Gór Elburs
Widok w stronę miasta
Takie widoki zachęcają do zwiedzania. Nim jednak wyruszyliśmy na miasto, należało się posilić. Śniadanie hotelowe bardzo bogate. Nas urzekły miejscowe jogurty, z których Iran słynie. A na stole obowiązkowo herbata i jeden z 7 rodzajów chleba.
Nasyceni wyruszyliśmy na zwiedzanie. Pierwszym punktem dnia był położony na wysokości ok. 1800 m npm. kompleks pałacowy Saadabad, który powstał za panowania dynastii Kadżarow i Pahlavich.
Do Saadabad dotarliśmy najstarszą i najdłuższą drogą Teheranu Valia-e-Asr ocienioną platanami, które zasilane są woda spływają z gór niewielkimi przydrożnym rowami.
Wśród kilku zabudowań kompleksu zwiedziliśmy Pałac Zielony i Biały.
Ten pierwszy swą nazwę zawdzięcza kolorowi marmuru zdobiącego pałac od zewnątrz.
Wnętrza kipią bogactwem wystroju: dywany, tapiserie, żyrandole, meble w stylu ludwikowskim. Największe wrażenie robi rozbłyskująca światełkami Sala Lustrzana. W Pałacu gościli na zaproszenie ostatniego szacha Iranu Mohameda Rezy Pahlaviego m. in. Prezydent Stanów Zjednoczonych Jimmy Carter i Król Jordanii Husein. Niestety we wnętrzach fotografowanie było zabronione.
Biały Pałac o zewnętrznej białej fakturze jest po prostu brzydki. Ale za to wnętrza robią wrażenie. Mohamed Reza Pahlavi stworzył tu swą letnią rezydencję.
Charakterystycznym elementem usadowionym tuż obok Pałacu Białego są pozostałości pomnika ostatniego szacha Iranu Mohameda Rezy Pahlaviego w postaci butów. Mówi się, że Rewolucja 1979 roku wygnała szacha na emigrację w skarpetkach.
Kolejnym punktem dnia był Polski Cmentarz będący znaczącą częścią cmentarza katolickiego. Jest tu pochowanych blisko 2000 osób, z czego ok. 1500 to cywile. Od marca do września 1943 roku z ZSRR pod wodzą gen. W. Andersa wyszło 120 tys. osób, w tym 77 tys. żołnierzy. Wśród cywili było 20 tys. dzieci. Wiele z nich zmarło z powodu chorób i wycieńczenia. Zostali pochowani w wielu miejscach w Iranie, ale najwięcej w Teheranie. Do cmentarza musieliśmy przemieścić się z północnej do wschodniej części miasta, co zabrało nam z powodu korków ok. 2h. Wejście na cmentarz było zdumiewające: rozstawione stare meble, drepczące po nich kury i kopa siana.
Wejście do polskiej części cmentarza wygląda zdecydowanie lepiej. Jest to teren wykupiony przez Polskę i jest pod pieczą Ambasady Polskiej w Teheranie. U wejścia stoją dwa słupki. Na jednym widnieje orzeł jagielloński, na drugim krzyż Virtuti Militari. W głębi alejki, pośrodku otaczających grobów stoi pomnik z inskrypcją w języku polskim, francuskim i arabskim.
Wśród grobów są żołnierskie, cywilne, w tym małych dzieci. Ściska za gardło.
Były też groby osób, które po wojnie zostały w Iranie, najczęściej były to Polki, które poślubiły Irańczyków, a zmarły później i zostały pochowany na tym cmentarzu.
W innej części cmentarza znaleźliśmy groby znanych osób, które zmarły w Iranie przed wojną, jak architekt W. Horodecki czy generał A. Radziwiłł de Borowecky.
Nad grobami porastają drzewa "granatowe".
Po wyjściu z cmentarza poczęstowano nas herbatą z cukrem nasączonym syropem różanym. Wpisaliśmy się do książki pamiątkowej (jak przystało na Iran prowadzonej od ostatniej strony w kierunku pierwszej).
Potem brnąc przez korki do centrum miasta minęliśmy Plac Chomeiniego
i udaliśmy się na obiad.
W efekcie perturbacji komunikacyjnych (zapewne związanych z weekendem - jutro świąteczny piątek) zwiedzenie Pałacu Golestan, jako ostatniego dziś punktu zwiedzania, przeszło nam obok nosa. Zamknęli wcześniej bo jutro piątek. Na nasze zmartwienie spoglądający z plakatów immamowie Chomeini i Hamanei okazywali stoicki spokój.
Powróciliśmy do hotelu mając nadzieję na zwiedzenie Pałacu w ostatnim dniu naszej podróży gdy powrócimy do Teheranu.
W drodze do hotelu podziwialiśmy jeszcze nowoczesny Most Natury.
Jutro wyjazd w kierunku południowym do Kaszanu.











































Komentarze
Prześlij komentarz