Sziraz - miasto róż, słowików, poetów i (niegdyś) wina
Sziraz, stolica prowincji Fars, którego historia sięga 2000 lat pne. był zawsze ważnym ośrodkiem na szlaku handlowym. Największy rozkwit przypadł na czasy sasanidzkie (III - VII w.). Jako jedyne miasto w Persji oparło się najazdowi mongolskiemu (podobno burmistrz Sziraz oddał swoją córkę komuś z toczenia przywódcy najeźdźcy w zamian za ocalenie miasta). Wiek XIII i XIV to okres rozkwitu poezji z sprawą mieszkających w Szirazie najznamienitszych poetów: Sadiego i Hafeza, którzy też tu spoczęli. Kolejny rozkwit Sziraz przeżył w XVIII w. za sprawą Kamir Chana z dynastii Zandów (we wczorajszym poście uwidoczniony w figurze woskowej). To wtedy powstały cytadela, czy zwiedzane dziś przez nas meczet i bazar. W okresie kadżarskim (XIX w. ) powstały m. in. Różowy Meczet, Ogrody Eram. Nazwa Sziraz kojarzy się, słusznie, z winem znanym na całym świecie. To stąd właśnie pochodzi ów szczep winny... tylko, że upraw już nie ma, a picie wina jest zakazane. Na szczęście różom kwitnąć nie zakazano i Sziraz jest pięknie ukwieconym miastem. Śpiewu słowików nie słyszeliśmy, ale za to słychać odgłosy innych ptaków, kanarków w klatkach, oraz "śpiewu" drewnianych ptaszków sprzedawanych przez handlujących i nagabujących przechodniów mężczyzn.
Dzisiejsze zwiedzanie rozpoczęliśmy od meczetu Nasir al-Molk, zwanego również Różowym Meczetem, że względu na kolor światła wpadającego przez witraże do wnętrza meczetu o wschodzie słońca. Meczet wybudował pewien bogaty człowiek, który... nie chciał płacić podatków. W zamian obiecał wybudować meczet, który dziś przyciąga turystów do Szirazu.
W obrębie meczetu znajduje się tzw. Krowia Studnia. Nazwa pochodzi stąd, że do wyciągania zeń wody zaprzęgano wołu.
Późnym popołudniem udaliśmy na bazar Vakil, gdzie podziwialiśmy różnorodność wystawionych tam towarów, kupujących ich ludzi i wczuwaliśmy się w atmosferę orientu.
Wracając do hotelu, analizując kończący się pobyt w Sziraz mogliśmy szczerze stwierdzić, że I love:
Jutro daleka, bo 470-kilometrowa droga do Isfahanu, czyli kierujemy się z powrotem na północ.
Dzisiejsze zwiedzanie rozpoczęliśmy od meczetu Nasir al-Molk, zwanego również Różowym Meczetem, że względu na kolor światła wpadającego przez witraże do wnętrza meczetu o wschodzie słońca. Meczet wybudował pewien bogaty człowiek, który... nie chciał płacić podatków. W zamian obiecał wybudować meczet, który dziś przyciąga turystów do Szirazu.
W obrębie meczetu znajduje się tzw. Krowia Studnia. Nazwa pochodzi stąd, że do wyciągania zeń wody zaprzęgano wołu.
Kolejnym meczetem był Meczet Vakil, który choć nie przyciąga "świecidełkami" turystów, wydaje się być piękniejszy. A to za sprawą kolorowych kafli z motywami roślinnymi, którymi obłożono ściany oraz 48-kolumnowego szabestanu (sala modlitw wieczornych) z przepięknym mihramem i minbarem (schodki, na które wchodzi imam celem wygłoszenia kazania), wykonanego z jednolitego kawałka marmuru.
Po zwiedzaniu meczetów raczyliśmy się pysznym, świeżo wyciskanych sokiem z granatów.
Następnie udaliśmy się do "Mekki" duchowej Irańczyków, tj. grobowca poety Hafeza. Z jego wierszy i zawartych w nich mądrości korzysta się tu na co dzień. Tomik jego wierszy, obok Koranu leży zawsze na stole w święto irańskiego nowego roku (Nouruz). Tutaj na jego grobie kładzie się taki tomik, po czym otwierając go na chybił trafił odczytuje się wróżbę lub przesłanie z zawartego tam wiersza. Zwiedzając mauzoleum towarzyszyła nam płynąca z głośników śpiewana poezja Hafeza. Na miejscu można zaopatrzyć się w tomik poezji. Są w różnych językach. Niestety nie po polsku.
"Przepojeni" poezją relaksowaliśmy się w założonych w XI w. Ogrodach Eram, gdzie podziwialiśmy nasadzone tam rośliny (ogród jest w pieczy Instytutu Botaniki), 200-letnie cyprysy oraz pałac z epoki kadżarskiej.
Tu też moglibyśmy się raczyć tutejszym przysmakiem falude, czyli mrożonym makaronem ryżowym w syropie z dodatkiem soku z limonki.
Słodkości zapakowane w formie książki z poezją Hafeza (otwiera się od tyłu)
Wracając do hotelu, analizując kończący się pobyt w Sziraz mogliśmy szczerze stwierdzić, że I love:
Jutro daleka, bo 470-kilometrowa droga do Isfahanu, czyli kierujemy się z powrotem na północ.




















































Komentarze
Prześlij komentarz